spacer
Dzisiaj

10 Września 2010
Piątek
Menu
Portal
XL 1000V
FORUM
Relacje z podróży
Zloty
Poradnik
VIM
Linki
Ogłoszenia
Księga gości
Inne motocykle
Dodatki
Brzmienie
Film
Tapety
Wygaszacz
Szybkie linki
Honda Poland
Varadero Int.
Fotoradary PL
Translator
Pomagamy
pomoc.jpg
Współpraca
camon.gif
motorland.jpg


 
Strona główna arrow Relacje z podróży arrow 2009 arrow Krym Ustaw stronę jako startowąDodaj stronę do ulubionychWyslij 
 
Krym Drukuj E-mail
Pomysł wyjazdu urodził się na jednej z niewinnych imprez grillowych i od razu spotkał się z dużym zainteresowaniem, chcąc aby grupa była w miarę mobilna postanowiliśmy, że pojedzie max 10 osób.

Wyjazd zaplanowaliśmy na piątek 24 lipca dzieląc się na dwie grupy, żeby sprawnie pokonać granicę z Ukrainą.

Pierwsza grupa w ilości 5 osób wyjechała z Warszawy o godz. 12 zatrzymując się po drodze na obiad w Zamościu. Na granicę w Hrebennem dotarliśmy ok. godz. 18, gdzie dołączył do nas Arti, który jechał z Tarnowa.

 Na granicy zaczęły się schody... Sznur samochodów czekających na odprawę i dylemat: czy czekać, czy jechać?... oczywiście pojechaliśmy:) mijając po drodze znak STOP przy którym trzeba było pobrać jakieś papierki. Więc zawrotka i jeszcze raz, następnie dokumenty imigracyjne w których wpisaliśmy miejsce pobytu zupełnie z dupy nie wiedząc nawet, czy istnieje taki adres:). - poszło sprawnie: tylko kilka pieczątek - ok. 1,5 godz. i po wszystkim. Czyli: Osztam, osztam:) i do przodu - to było jedno z naszych egzotycznych powiedzonek na tym wyjezdzie

Ruszyliśmy w stronę Lwowa gdzie zaplanowaliśmy pierwszy nocleg. Początkowo miał to być kemping z polem namiotowym, ale w związku z tym że było już ciemno, odnalezienie go było raczej niemożliwe. Pomogli nam dwaj kolesie zupełnie bezinteresownie prowadząc nas do sympatycznego motelu "Rusałka", przypadkiem przy trasie wylotowej, którą mieliśmy następnego dnia podążać w kierunku Odessy. Poznaliśmy tam Sławka który przygotował dla nas super szaszłyczki i pieczone pomidorki. Sławek okazał się bardzo pomocny w dalszej części podróży, ale o tym później.
Było to nasze pierwsze spotkanie z Ukrainą i jakże sympatycznie się zaczęło, gdy zobaczyliśmy ceny alkoholu:). Posilając się solianką i przy symbolicznym kieliszeczku czekaliśmy na drugą grupę, która bez większych problemów dotarła nocą.

Kolejnego dnia plan był bardzo ambitny:
- wstać wcześnie rano
- dojechać do Odessy

Niestety... Żaden z podpunktów nie wypalił:), ponieważ, po pierwsze, od samego rana lało, po drugie po kilku kilometrach zaczął się horror. Takich dróg żaden z nas nigdy w życiu nie widział. Dziura na dziurze, koleiny głębokości pół metra i chmura deszczowa, która podążała z nami w tym samym kierunku. Nie obyło się bez tańców na drodze, ale wszystko dobrze się skończyło. Poza tym milicja, z którą mieliśmy do czynienia jeszcze wiele razy, ale ten pierwszy raz był nie lada przeżyciem, ponieważ skasowali nas na 900 hrywien (zwanych też przez nas kunegundami) za niezatrzymanie się na znaku STOP. Kolejne 200 hrywien dostaliśmy za ok. 200 km za pojechanie prosto z pasa do skrętu w prawo.

Po przejechaniu ok. 400 km dotarliśmy do miejscowości Uhman gdzie postanowiliśmy zanocować. W międzyczasie Giemziorek zorientował się, że zostawił paszport w motelu pod Lwowem. I tutaj bardzo pomocny okazał się kolega Sławek, który telefonicznie obiecał wysłać paszport do znajomej w Sewastopolu wcześniej kwitując to słowami: że "lepiej mieć stu znajomych niż sto euro" ... święte słowa. Wieczorem oczywiście symbolicznie Nemiroff, jakieś ruchy na mieście i spać:)


Kolejnego dnia mieliśmy przygotowany następny genialny pomysł:):
"Dojechać do Odessy, wsiąść na nocny prom i przy symbolicznej buteleczce Nemiroffa dopłynąć do Sewastopola ... " oczywiście nie musze pisać, że nic nie wypaliło ponieważ, po pierwsze: zapłaciliśmy kolejne 200 hrywien za prędkość na jedynym odcinku autostrady Kijów-Odessa, gdzie milicjant uparcie wmawiał nam że motocykle na ukraińskich autostradach mogą poruszać się max 80 km na godz.

Po drugie okazało się, że jedyny prom jaki kursuje obiera kierunek Istambuł ... a to raczej nie po drodze, więc po krótkim zwiedzaniu portu w Odessie i kilku fotkach na słynnych schodach z filmu Pancernik Potiomkin ruszyliśmy "pełni entuzjazmu" w stronę Krymu. Wieczorem dotarliśmy:) do miejscowości Krasnoperekops'k gdzie zalogowaliśmy się w jedynym hotelu w mieście o pięknej nazwie Fantazja.


Wieczorkiem dla podtrzymania tradycji symboliczny Nemiroffik, mały konflikt z miejscowymi, który niektórzy pamiętali tylko do torów;), rano symboliczna opłata za wypielenie ogródka hotelowego, pamiątkowa fotka przy pomniku Lenina i w drogę, ponieważ Riwiera Krymska już na nas czekała:).
Mijając stolice Krymu Symferopol zatrzymaliśmy się w knajpie z przepyszną sałatką z której uciekło mi mięso (piękny soczysty karaluch). Dotarliśmy nad Morze Czarne do miejscowości Soniachnohirs'ke gdzie mieliśmy odpocząć i zabawić całe dwa dni, aby w końcu zanocować pod namiotami:)

Wszystko poszło jak z płatka... No prawie. Jeden z kolegów miał duże problemy z rozstawieniem swojego zajebistego namiotu, ale przed północą się wyrobił;) W międzyczasie szybka kąpiel w Morzu Czarnym, masaż stóp na kamienistej plaży i już było znacznie lepiej.
Wieczorkiem oczywiście odwiedziliśmy plażowe lokale kosztując symbolicznie Nemiroffa i badając teren. Nie za późno poszliśmy spać.

 

Rano obudził nas rześki powiew z pobliskich kibli ponieważ tylko w ich pobliżu były jeszcze wolne miejsca na namioty, wzięliśmy prysznic w czymś co w Polsce nie nadawało by się nawet na wychodek i ruszyliśmy na objazd wybrzeża: drogą M18 do Jałty potem H19 Jaskółcze Gniazdo, Sevastopol,T 01-05 w stronę Symferopola i w Tankove T 01-17 z powrotem w stronę Jałty.

W Sevastopolu czekaliśmy na obiad przeszło dwie godziny (sic!) a tu jeszcze tyle kilometrów do pokonania... Mieliśmy już zastosować manewr z tzw. "herbatką wypierdatką" - tzw. wyjście awaryjne - ale kelnerki chyba wyczuły pismo nosem i na koniec się rozruszały:)

Po drodze mijaliśmy Skalne Miasta i Kanion, gdzie spotkaliśmy parę rodaków na wiekowym Uralu z koszem (42 letnim) i trochę z nimi pogadaliśmy. 

Najlepszym punktem wycieczki okazała się droga z milionem (ok. 100 km) serpentyn zwanych językami teściowej na których bawiliśmy się, jak dzieci. Wyjechaliśmy pod sam szczyt Aj Petrii, gdzie temperatura spadła do 13 stopni, a że dzień był niezwykle upalny więc byliśmy w podkoszulkach i lekkich bluzach:).

Po drodze mijaliśmy kopuły budynku obserwatorium astronomicznego. Wróciliśmy późno wieczorem na pole namiotowe. Symboliczny... i spać ponieważ następnego dnia czekało na nas nie lada (jak się okazało) zadanie.

Wyruszyliśmy rano kierując się na wschód drogą pełną serpentyn i zakrętów z których jeden przestrzeliłem. Zabrakło mi ok. 2 metrów żeby wylądować 50 metrów niżej u kogoś w pałatku:). Dotarliśmy do Feodozji z której pojechaliśmy w stronę Strzałki Arabackiej. Jest to ok. 150 km mierzei łączącej Półwysep Krymski z kontynentem i letnimi miejscowościami nad morzem Azowskim:).

 Wszystko było jak najbardziej OK do momentu, gdy się okazało że te 150 km to droga raz po ubitym, a raz po nie ubitym piachu:) tzn. tarka jak po gąsienicach spychacza. Na początku szło rewelacyjnie nawet Rafał na Koziołku (Ducati Monster) dawał radę, ale w pewnym momencie się zesrało... Mniej więcej w połowie drogi na której nie ma dosłownie nic, żadnych budynków, żadnych ludzi, tylko wilki jakieś i woda po lewej i prawej stronie - Artiemu rozszczelnił się zbiornik. Wacha ciekła mu po nogawce spodni do buta. Po kilku próbach załatania baku stwierdziliśmy, że to nie ma sensu i trzeba, jak najszybciej jechać dalej do jakiejś miejscowości, gdyż nie mamy ani wody ani jedzenia, żeby tam przenocować. Dojechaliśmy do najbliższego miasteczka - Hienihe'ska w nocy płacąc po drodze milicji "symboliczne" 300 $ (USD) mandatu m.in. za to... że jesteśmy z Polski ;)

Codziennie nocowaliśmy w innych miejscach bardziej lub mniej egzotycznych, ale kwaterunek w Hienihe'sku przebił wszystko. Pensjonat został chyba przerobiony z burdelu ponieważ wszystkie pokoje miały sufity wyłożone lustrami:). Ciepła woda lała się tutaj od godz. 17 do 19, a śmierdziała bardziej niż moje skarpety po całym dniu jazdy w upale. Po wymyciu zastanawialiśmy się, czy nie lepiej było przed:). Nie znalazł się nikt odważny, aby umyć zęby;) Cały ten bałagan zrekompensowała "fauna" tego miejsca:). Następnego dnia skoro świt Gizmo z Memem rozebrali moto Artiego i pojechali do lokalnego fachowca polutować zbiornik. Człowiek okazał się bardzo życzliwy i nie chciał za to nawet złotówki. Opowiadał że łata dziury wielkości ręki w ładach i wołgach.

Ok. godz. 12 wystartowaliśmy w stronę domu. Niestety nie udało nam się przejechać przez Kijów ponieważ paszport Giemziorka nie dotarł na Krym i musieliśmy go odebrać osobiście we Lwowie od Sławka. Podzieliliśmy więc dystans na dwa odwiedzając po drodze miasto i fabrykę Nemiroffa - nieoficjalnego sponsora naszego wyjazdu:) w której chcieliśmy zrobić zakupy, ale niestety sprzedawali tylko na palety:). Stwierdziliśmy, że jakbyśmy dopiero jechali na Krym to można by się było zastanowić, ale co się odwlekło to nie uciekło - zakupy przed wyjazdem z Ukrainy zrobiliśmy w mieście Nemiroff - w firmowym sklepie, który to niektórzy koledzy potraktowali niczym hurtownię;).

W sobotę dotarliśmy do granicy, którą dosłownie mówiąc SFORSOWALIŚMY:), a na pytanie celnika, czy mamy cos do oclenia wskazaliśmy Koziełka, który cały bagaż miał u Zimnego, a sam wiózł sandały przypięte gumą do siedzenia swojego Dukata:)
Na koniec pamiątkowe zdjęcie na granicy, na uralu z koszem - właściciel zachęcił nas żebyśmy siedli w komplecie, mówiąc, że: "to ruska maszyna i wytrzyma wszystko":).

 

Podsumowując:
Przejechaliśmy ok. 4500 km, byliśmy nad dwoma morzami, wypiliśmy symboliczną ilość Nemiroffa, wydaliśmy ponad 2000 zł na łapówki dla milicji, zwiedziliśmy wiele bardziej i mniej ciekawych i egzotycznych miejsc.

Ceny:
Noclegi od 10 do 20 zł
Paliwo ok. 3 zł
Nemiroff od 6 zł na granicy do 15 zł w klubach
Całkowity koszt wyprawy to ok. 1500 za osobę (w tym koszt souvenirów ;))

W wyprawie udział wzięli:
Smutek - HONDA VARADERO 1000
Gizmo - KTM 990 ADVENTURE
Zimny - HONDA VARADERO 1000
Giemziorek - BMW 1200 GS
Jezier-S UZUKI V-STROM 650
Sensej - SUZUKI V-STROM 650
Koziołek - DUCATI MONSTER 620
Arti - HONDA VARADERO 1000
Memo - BMW 1200 GS

Tekst by SMUTEK

GALERIA ZDJĘĆ GIEMZIORKA
GALERIA ZDJĘĆ ARTIEGO
GALERIA ZDJĘĆ JEZIERA

< Poprzedni   Następny >
 
Pogoda

W poradniku
Foto
dp23.jpg
Nowe na Forum
Wszelkie prawa zastrzeżone
Copyright 2000 - 2005 Miro International Pty Ltd. All rights reserved.
Mambo is Free Software released under the GNU/GPL License.
spacer