
Wystartowaliśmy z Korbielowa. Deszcz i wiatr. Prognozy dobre bo wskazywały słońce za Tatrami. Tak też było. Ruszyły trzy BMW F800GS. Ja, Marcel oraz Rafał z Bielska. Założenia wyjazdu to jak najwięcej off roadu i spanie pod namiotem. Słowacja za chwilę Węgry i już Rumunia. Kierowaliśmy się na zamek w Huneogarze. Główne założenia to śmiganie wkoło przełęczy Urdele i trasy Transfogaraskiej. Ze spaniem po krzakach i nad rzekami nie ma problemu bo taka forma biwakowania to codzienność w kraju wampirów. Tak więc włuczyliśmy się często patrząc przed siebie gdzie ścieżka niesie i ewentualnie korygując pozycję za pomocą GPS. Noce spokojne i bez niedźwiedzi. Góry przepiękne, wysokie i sięgające horyzontu. P

rzejeżdzaliśmy przełęcze, wzniesienia, rzeczki wysoko skąd widok zapierał dech w piersiach. Mijaliśmy pasterzy ze stadami owiec, robotników drogowych, drwali, kempingi wypoczywającej młodzieży,

przeładowane Dacie drapiące się po wzniesieniach, którymi większość jeepów by nie pogardziła. Pogoda nas rozpieszczała. Słońce i zero deszczu. Żarcie w miejscowych sklepikach świeże i pachnące. Życie w Rumunii się zmienia. Finanse płynące z UE sprawiają, że infrastruktura się rozbudowuje, powstają pensjonaty, restauracje i bazy noclegowe, buduje się drogi i mosty. Mimo to jeszcze można krążyć i błądzić po szlakach górskich pełnych kamieni i błota. Można jeździć w miejsca,

które w EU są uznawane za Parki Narodowe. Ludzie są jeszcze uprzejmi i nie ganiają z widłami.

Rumunia jest blisko i warto do niej jeździć co roku aby poendurzyć w hardcorowym tego słowa znaczeniu lub bardziej lajtowo.
GALERIA ZDJĘĆ: FILM DO POBRANIA: