Forum Hondy Varadero

Forum dotyczące motocykla Honda Varadero XL1000V/XL125V oraz podróży
Teraz jest Wt lis 12, 2019 1:03 am

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: Wt gru 02, 2014 2:17 pm 
Uczy się jeździć
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 07/05/2012 o 22:06
Posty: 64
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Nie określono
Mongolia to dla nas spełnienie marzeń z młodości, zaspokojenie ciekawości, kraj dziki, tajemniczy, rozległy. Od zawsze chcieliśmy tam jechać więc do ustalenia pozostało tylko kiedy…

Czerwiec 2014 wydawał się miesiącem optymalnym, jeszcze nie lato ale już późna wiosna, zieleń i stepy nie do końca spalone słońcem. Po drodze czekał nas jeszcze magiczny, piękny rosyjski Ałtaj.
Pierwsze dni spędziliśmy w Nowosybirsku poznając miasto i okolicę. Pod swoje skrzydła przygarną nas polski Caritas oraz wspaniały, opiekuńczy i ciepły człowiek Piotr. Wraz ze swoją partnerką Nataszą cierpliwie tłumaczyli nam historię tego regionu i wozili po zakamarkach których sami nigdy byśmy nie znaleźli. To był doskonały czas by oswoić się z nowym otoczeniem…
Mamy też czas by odbierać maile i telefony z prośbami żebyśmy dalej nie jechali. Media alarmują – Ałtaj zalany, rzeki wylały, drogi są rozmyte a asfalt w niektórych miejscach zerwany. Przyjechaliśmy na szczęście tuż po najgorszym i woda powoli zaczyna się obniżać. Ludzie jednak gadają, że można jechać. Taką też podejmujemy decyzję – jedziemy! Pierwsze 350km za Nowosybirskiem to prosta doga przez płaski teren, w sumie nic ciekawego. Po drodze mijamy miejscowość Iskitim w której kiedyś znajdował się położony niedaleko kamieniołomów łagier. Pracowali w nim również Polacy. Byliśmy tam kilka dni temu i na własne oczy mogliśmy zobaczyć dobrze zachowane baraki w których kiedyś mieszkali ludzie jak i wieżyczkę strażniczą… gdzieniegdzie walał się jeszcze stary drut kolczasty…


Obrazek



Gdy w końcu dojeżdżamy do Bijska wita nas nasz rodak Ksiądz Andrzej Obuchowski mieszkający od kilkunastu lat na Syberii. Spod jednego gościnnego dachu trafiamy pod kolejny, tym razem pod dach polskiej parafii. Z Polski na Syberię przyjechały z nami flaczki, kisiele ale też rzeczy potrzebne do kościoła – kropidło, gong…


Obrazek


Obrazek


Obrazek

Jest nas sporo więc powitania trwają długo, część z nas przyleciała tego samego dnia, większość jest zmęczona. Rosyjskie piwo i nagrzana do miliona stopni bania pomagają się zrelaksować po pierwszym, dość ciężkim dniu…


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Wyjeżdżać się nie chce bardzo, w dodatku zaczyna padać, przed nami piękny Ałtaj, niestety w deszczu… Do granicy z Mongolią mamy około 600km. Nie zamierzamy się spieszyć, chcemy cieszyć się podróżą już teraz. Spać planujemy gdzie popadnie więc bez stresu każdy jedzie w swoim własnym tempie i rytmie. Widoki oszałamiają a droga robi się co raz bardziej kręta… Co krok też natykamy się na pozostałości po niedawnej powodzi…


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Śpimy nad rzeką tuż przy drodze, nie musieliśmy daleko jechać by znaleźć miejsce które nie dość, że byłoby piękne to jeszcze schowane tak by nikt z trasy nas nie widział. Zjazd nad rzekę przyprawił kilkoro osób o szybsze bicie serca a strojący na szczycie Kowal powtarzający każdemu ‘jedź powoli, dupa do góry, hamuj tyłem’ nie poprawiał sytuacji. Po dwóch dniach jazdy asfaltem był to miły przerywnik. Przecież czekało nas w Mongolii kilka tysięcy kilometrów poza drogami utwardzonymi.


Obrazek


Obrazek


Obrazek



Noc minęła spokojnie a szum rzeki zakłócały jedynie okrzyki z oddalonych o kilkanaście metrów namiotów ‘polej, polej’… od tego wieczoru trójka z grupy nazwana została degustatorami :)

Wita nas słońce, na horyzoncie widać czarne chmury ale dodają one tylko uroku ośnieżonym szczytom.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Do granicy docieramy tuż po południu. 50 km przed granicą, w Kosh Agach zatrzymujemy się jeszcze na ulubioną soliankę i ruszamy do Tashanty… tylko po to by poczekać 2 godziny aż otworzą przejście graniczne. Musimy poczekać też na naszych degustatorów którzy utknęli gdzieś na trasie, na szczęście uspokajają nas wiadomościami, że wszystko ok i już jadą.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Granica teraz ma przerwę. Zaopatrzeni w wędzone sery i orzechy w miodzie okupujemy schodki pod sklepem i zwiedzamy okolicę. Wieje niemiłosiernie ale na szczęście nie pada.
Otwierają granicę i już po niecałej godzinie jesteśmy po drugiej stronie. Nie możemy uwierzyć. Rosyjska granica i poszło tak łatwo? Niewiarygodne tym bardziej, że wszyscy byli dla nas mili, uśmiechali się i życzyli miłego dnia. Czyżby ukryta kamera? Nie czas się nad tym zastanawiać. Ruszamy z buta bo przed nami 20km ziemi niczyjej a zbliża się godzina 18 kiedy to Mongołowie zamykają granicę. Wpadamy tam w ostatniej chwili, urzędnicy nie są zachwyceni ale błagamy ich prawie na kolanach by nas jeszcze tego dnia przepuścili… udaje się. Po ekspresowej półgodzinnej odprawie jesteśmy w Mongolii.


Obrazek


Pewnie to tylko nasza wyobraźnia ale od razu wydaje nam się, że niebo wygląda inaczej, powietrze pachnie bardziej rześko a góry stały się jakby łagodniejsze. Już jest pięknie… a do tego cholernie zimno.
Rozbijamy obozowisko 30km od granicy. Wieje a temperatura oscyluje koło 5 stopni. W dodatku nie mamy ze sobą trunków rozgrzewających....


Obrazek


Obrazek


Jak się okazało ten ostatni problem udało się rozwiązać bardzo szybko – po półgodzinie od rozbicia namiotów podjeżdża samochód w asyście lokalesa na motorku i ku uciesze wszystkich otwiera obwoźny sklepik. Wódka, piwo, papierosy, soki, cukierki, konserwy i chleb – dla każdego coś dobrego...


Obrazek


Obrazek




Obrazek


Teraz już wiemy, że tą noc przeżyjemy… :)


cdn...


Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
PostNapisane: Wt gru 02, 2014 3:49 pm 
Motocyklista jak się patrzy !!!
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 13/09/2014 o 22:18
Posty: 408
Lokalizacja: Pszczółki
Płeć: Mężczyzna
Marka motocykla: Honda
Model: varadero 125 xl
Rocznik: 2001
cdn... czekamy :))


Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
PostNapisane: Wt gru 02, 2014 4:02 pm 
Sympatyk Weteran
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 29/10/2014 o 21:58
Posty: 726
Lokalizacja: wołomin
Płeć: Mężczyzna
Imię: michal
Marka motocykla: honda
Model: varadero 125
Rocznik: 2004
zapowida sie super czekam na wiecej :isok:


Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
PostNapisane: Wt gru 02, 2014 5:24 pm 
Uczy się jeździć
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 07/05/2012 o 22:06
Posty: 64
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Nie określono
Rano budzi nas przymrozek, wydaje nam się również, że chyba padał śnieg. Na szczęście niebieskie niebo, słońce na horyzoncie i błyszczące złotem łagodne wzgórza pozwalają zapomnieć o nocnych temperaturach i ruszyć dalej…



Obrazek


Wkurzamy się jedynie na asfalt. Jak to? Miało nie być asfaltu a my jedziemy po nowiutkim czarnym jak smoła kobiercu rozwiniętym pomiędzy górami. Nie tak się umawialiśmy Mongolio :)
Na szczęście asfalt tak szybko jak się pojawił tak tez znikł a z jego końca wypełzały dziesiątki biegnących w tym samym kierunku dróg…


Obrazek


Obrazek


W najbliższym miasteczku Ulgi wymieniamy pieniądze i robimy podstawowe zakupy. Sami jeszcze nie wiemy gdzie dziś będziemy spać i jak długo będziemy jechać.

Droga okazuje się fantastycznym szutrem poprzecinanym strumykami. Widoki zachwycają, jest ciepło, przyjemnie. Zatrzymujemy się w przypadkowych wioskach a raczej pojedynczych domostwach gdzieś w górach i mimo, że ciężko nam się z tubylcami dogadać bawimy się świetnie.



Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Pod sam wieczór docieramy do Khovd, plan był prosty – znaleźć tani hotelik, zmyć z siebie trzydniowy kurz i ruszyć na miasto. Guma w jednym z motocykli pokrzyżowała plany. Do pokoi trafiliśmy umordowani i jedyne na co się zdobyliśmy to zejście do hotelowej knajpki. Po chwili, zaskoczeni wpatrywaliśmy się w twarz Mongoła mówiącego płynnie po polsku… ‘dzień dobry, studiowałem w Toruniu’ powiedział i w ten oto sposób mieliśmy zapewnioną rozrywkę na dobre dwie godziny…


Obrazek



Jedziemy dalej. Dziś chcemy dojechać do miejscowości Ałtaj… Plan jest ambitny, ale podbudowani wczorajszym sukcesem ruszamy pełni zapału. Dzielimy się na kilka grup i każda w swoim tempie wbija się w coraz bardziej pustynny teren. Trawę zastępuje piach i szuter a polne wyjeżdżone ślady tarka. Zatrzymują nas kolejne gumy. Jest gorąco, ale przyjemnie, dzień jest długi, więc możemy zatrzymać się w każdym ciekawym miejscu. Największe wrażenie robią na nas Owo – kamienne kopce, miejsce składania ofiar i kultu duchów usypane miejscach i strasznych i pięknych.
Jedziemy przez totalne odludzia, ale nawet tu dociera cywilizacja. Stojąc w maleńkiej wiosce na środku kamienistej pustyni można złapać zasięg wifi w okolicach podrzędnego baru…


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Niestety nie udaje nam się dotrzeć na umówione miejsce. Rozbijamy się na pustyni, kilkanaście metrów od drogi i uruchamiamy procedurę przeciw nocnemu marznięciu…


Obrazek


Skoro świt pakujemy manatki i dojeżdżamy do miasta. Okazuje się, że nie tylko nas złapane po drodze gumy zatrzymały na trasie. Inni jednak podeszli do tematu bardziej ambitnie i ostatnie 100km pokonali w całkowitych ciemnościach i rozradowani cieszyli się, że w końcu coś się dzieje.


Obrazek


Obrazek


Opuszczając Ałtaj ruszamy na północ a tam samym w znów zielone tereny. Jest czerwiec, więc stepy nie są jeszcze spalone słońcem a wszystkiemu uroku dodają kolorowe łąki.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Na jednej z takich wysepek decydujemy się zostać na noc. Wystarczy przejechać płytki strumyk. Ruszamy bez zastanowienia. Jeden motocykl leży, nagle kolejny… i następny. Przyglądający się nam Mongołowie prawie płaczą ze śmiechu. O co chodzi? Okazuje się, że kamienie pokryte glonami i mazią są tak śliskie, że ciężko było przejść piechotą. Czekamy na resztę i obstawiamy komu się uda przejechać…


Obrazek



Większość wykąpana w rzece, więc imprezę czas zacząć. Zapasy mamy spore, towarzystwo również dopisało, humory świetne więc bawimy się przednio a największą atrakcją imprezy okazały się zawody w zapaśnicze Mongolia kontra Polska. Humory psuje dopiero poranek. Okazuje się, że wszystkie walające się koło namiotów drobiazgi znalazły sobie nowych właścicieli. Był to pierwszy przypadek, kiedy ktoś cokolwiek nam ukradł. Na szczęście nie zginęło nic cennego… ale niesmak pozostał.



Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Mijając rozwalone cysterny i uciekając przed deszczem dojeżdżamy do miasteczka Uliastay a naszą uwagę przykuwają kolory na lokalnym boisku. Okazuje się, że trafiliśmy na Obchody rocznicy Oświecenia Buddy. Mimo, iż święto odbywało się na terenie zamkniętym udało nam się wejść i choćby na pamiątkę zrobić kilka zdjęć… po chwili jednak wycofaliśmy się bokami i ruszyliśmy dalej… nad pierwsze jezioro na trasie.



Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek

Marzył nam się nocleg nad brzegiem jeziora i w końcu udało się to zrealizować. Gryzące muszki co prawda nie pozwoliły rozbić się tuż przy wodzie, ale mimo to nadal było magicznie…


Obrazek


Obrazek


Kolejnego dnia powoli wbijamy się w góry. Na mapie wybieramy najcieńsze kreski i nimi planujemy przejechać. Po drodze trafiamy do takich wiosek jak ta gdzie właśnie budowano ogrodzenie wokół starej buddyjskiej świątyni. Pozwolono Martynie wbić gwóźdź – był to nasz wkład w budowę ogrodzenia.



Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


W jedynej knajpie w okolicy pałaszujemy ryż z baraniną sprawiedliwie dzieląc się jedzeniem. Zamówienie przerosło obsługę, ale po długim dniu nawet ta miseczka naprędce ugotowanego barana była pyszna…


Obrazek


Obrazek


Wieczorem grzejemy się przy ognisku i zasypiamy w oczekiwaniu na kolejny mongolski dzień…



Obrazek


Obrazek

CDN.........


Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
PostNapisane: So gru 27, 2014 2:16 pm 
Uczy się jeździć
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 07/05/2012 o 22:06
Posty: 64
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Nie określono
Kolejnego dnia rozdzielamy się na dobre, prawdopodobnie zobaczymy się dopiero, za kilka dni przed granicą. My wybieramy trudniejszą, tak nam się przynajmniej wydaje, drogę. Wiedząc jak wyglądają główne szlaki chcemy zobaczyć czy da się przejechać tymi, które na mapie są najcieńsze. Jak się później okazuje wielkiej różnicy nie ma, zarówno główne drogi jak i te najmniej uczęszczane to rasowy offroad.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Lekko zmęczeni i ubrudzeni docieramy do niewielkiej wioski. Zachwyca nas tam przejście dla pieszych, boisko do koszykówki i lokalna moda. W jednym z licznych sklepików uzupełniamy zapasy wody, chleba, polskich pasztetów i ruszamy dalej.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Jak zwykle każdy może wybrać sobie swoją własną drogę, każda najmniejsza ścieżka rozdziela się na kilka innych jednak prawie zawsze prowadzą one w to samo miejsce. Tym razem było inaczej, przegapiliśmy moment kiedy należało pojechać odrobinkę w bok. Mimo iż kierunek wydawał się dobry my wybraliśmy jednak tą jedną jedyną złą drogę.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Droga w końcu się skończyła a my staliśmy w przecudnej dolince pomiędzy górami… jedyną opcją, dotarcia do jeziora była przeprawa w dół płynącej nieopodal rzeczki. Po półgodzinie dyskusji porzuciliśmy pomysł jazdy rzeką i uznaliśmy, że tak urocze okoliczności należy wykorzystać i rozbić obóz.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Kolejnego dnia odnajdujemy pomyloną drogę i bezpiecznie docieramy nad jezioro. Gdzieś tam mają być jurty gościnne, w których zaplanowaliśmy 1,5 dniowy odpoczynek.
Przejechaliśmy tego dnia niewiele kilometrów i bardzo cieszymy się na dłuższy czas bez motocykla… przecież jurty nie mogą być daleko od głównej trasy...

Było inaczej - 40km w sypkim piachu skutecznie wydłużyło nam czas spędzony tego dnia na motocyklu. Do jurt dojechaliśmy spoceni, zmęczeni i bardzo głodni. Miejsce okazało się niewielką zatoką otoczoną białymi skałami, drobne kamyczki i turkusowa woda przypominały raczej chorwackie plaże niż mongolskie wyżyny.
Zachęceni czystością wody kąpiemy się w jeziorze uparcie ignorując przypisane do jurt prysznice, w nich i tak podobno nie ma wody. Kolację zjadamy podwójną i wypijamy całe dostępne piwo. Obsługa dziwnie na nas patrzy a my dalej cieszymy się tą odrobiną luksusu :)


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Wieczór spędzamy na skałkach a poranek na łowieniu ryb. Chłopaki pożyczają wędkę i dzięki temu mamy, co jeść przez kolejny dzień. Na obiad ryba gotowana a na kolację w galarecie.
Opuszczamy to cudowne miejsce wypoczęci i odprężeni… po kilku kilometrach przekonujemy się jednak, że po kopnym piachu jeździ się znacznie lepiej, kiedy trzyma nas adrenalina.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Kolejne dni to powolna droga w stronę granicy. Po drodze rozbijamy obóz nad niewielkim jeziorkiem a kolejnego dnia drogami tuż przy granicy docieramy do największej na tym wyjeździe przeszkody – rwącej rzeki. Pierwszą udaje nam się pokonać bez przeszkód, po prostu każdy motocykl przepychamy przez rwący nurt. Kolejna, większa, głębsza i szersza rzeka jest ponad nasze siły. Mając z tyłu głowy historie o utopionych motocyklach nie próbujemy nawet przepychać ich samodzielnie. Na ratunek przychodzi nam traktor. Widać, że kierowca nie pierwszy raz to robi. Balansuje traktorem tak by najpierw jechać pod nurt a następnie spłynąć kawałek z nurtem i w ostatniej chwili złapać przyczepność. Dla nas wygląda to tak jakby stracił kontrolę nad swoim ledwo trzymającym się kupy pojazdem – on jednak doskonale wiedział, co robi.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Wszyscy przeprawiamy się bezpiecznie na drugą stronę rzeki, towarzyszy temu świetna zabawa a ktoś nawet wygrzebał kilka piw.

Jeszcze tego samego dnia docieramy do przygranicznego miasteczka by na drugi dzień rano móc stawić się na granicy. Akurat uzupełniamy zapasy w sklepie, gdy dopada nas młody chłopak proponując nocleg na kwaterach. Nie trzeba było długo nas namawiać, jest chłodno a kilka osób jest też dość konkretnie przemoczonych. Ciepły piec opalany kupą i dach nad głową brzmią zachęcająco. Ruszamy cała kawalkadą by po kilometrze zatrzymać się pod małym białym domkiem, który kompletnie nie przypomina niczego co nazwać by można kwaterą, ale posiada dach, piec i zamykane na kłódkę podwórko gdzie można upchnąć motocykle, jednym słowem spełnia wszystkie nasze wymagania. W bonusie dostajemy ciepłą kolację i mini koncert - rodzina przyjmuje nas jak swoich.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Rano spotykamy się przed granicą i wspólnie ruszamy w jej kierunku. Pogoda zatoczyła koło i Mongolia żegna nas deszczem. Po chwili zaczyna się ulewa i zaczynają się też problemy.
Dwie osoby z naszej grupy mają rosyjskie wizy tylko w jedną stronę. Jak to się stało nikt nie wie, teraz to i tak bez znaczenia. Stoimy na środku pasa ziemi niczyjej i przez moment nie wiemy co robić. Telefon do konsulatu nie rozwiązuje problemu, nie można wjechać i tyle.
Cała scena w strugach deszczu jawi się tragicznie jednak nie czas na załamywanie rąk – należało działać. Ruszyliśmy na granicę by poinformować urzędników o sytuacji, po chwili mamy już samochód, który zawiezie mnie i Kowala po dwa motocykle a pechową dwójkę podrzuci do najbliższej cywilizacji skąd będą mogli udać się do Ułan Bator i tam wykupić lot powrotny. Cała akcja skończyła się powodzeniem a dzięki wizycie Martyny i Mariusza w Ułan Bator my mamy dziś piękny mongolski magnes na lodówce a oni są bogatsi o zwiedzanie stolicy…



Obrazek


Ostatnie dwa dni to znów piękne góry Ałtaju, gościnność księdza Andrzeja i ruchliwe drogi tuż przed Nowosybirskiem. Bezpiecznie docieramy do celu.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Skończyło się nasze pierwsze spotkanie z Mongolią, które mimo wielu przygotowań codziennie przynosiło coś zaskakującego, nowego. Mongolia jest dla mnie krajem, który uspokaja, relaksuje, chciałoby się go chłonąć więcej i więcej, dlatego też… wracamy tam już za pół roku…


The End


Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
PostNapisane: N sty 11, 2015 8:38 pm 
Uczy się jeździć
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 07/05/2012 o 22:06
Posty: 64
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Nie określono
Nasz filmik z wyjazdu.



http://vimeo.com/116432497


Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 


Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL